Bohaterowi Trokiel ppor. Władysławowi Mickiewicz - Tadeusz Nowak       Odwiedzono stronę: 194607

r. Imieniny :

Home Trokielanie Artykuły Wiersze Archiwum Kontakt

Armia Krajowa w Trokielach
Utworzenie Placówki AK część 2

 

Przystępując do opisania warunków powstania Placówki AK, należy podkreślić fakt, że społeczeństwo polskie w Trokielach i okolicy, wyłoniło tylko jedną organizację zbrojną do walki z okupantami, była to Armia Krajowa. Z inspiracji przedstawicieli obwodu organizację Placówki rozpoczęto od tych osób, które miały zdolności przywódcze, odbyli służbę wojskową i posiadali bardzo ważną cechę- poczucie odpowiedzialności, a byli to: Władysław Mickiewicz, Piotr Piotrowski i Ziembłowski (imienia nie pamiętam).  

 

 

Zdjęcie  - Tablica pamiątkowa ku czci poległych dowódców AK Okręgu Nowogródzkiego

Zorganizowany ruch oporu w Trokielach rozpoczął się znacznie wcześniej niż na innych terenach województwa nowogródzkiego, bo sprzyjały temu korzystne okoliczności, a były to:

  1. Zdecydowana przewaga ludności polskiej, nie było sporów narodowościowych (mam tu na myśli Białoruską Narodową Pomoc), panowała duża chęć prowadzenia walki z okupantem;
  2. Bezpośrednia bliskość władz tworzącego się okręgu, które na swoją siedzibę wybrały Lidę.

Kierownictwo nowo sformowanego Obwodu AK w Lidzie, prawdopodobnie późną jesienią 1942 nawiązały kontakt z kilkoma mieszkańcami Trokiel a byli to : Władysław Mickiewicz, Piotr Piotrowski, Stanisław Pietrusiewicz i Ziembłowski tak powstały zalążki ruchu oporu. W krótkim czasie, przedstawiciel obwodu dokonał zaprzysiężenia i mianował Władysława Mickiewicza Komendantem Placówki AK w Trokielach.  

Rota składanej przysięgi żołnierzy Armii Krajowej  

W obliczu Boga Wszechmogącego

i Najświętszej Maryi Panny,

Królowej Korony Polskiej,

przysięgam być wierny Ojczyźnie mej,

Rzeczpospolitej Polskiej.

Stać nieugięcie na straży Jej honoru,

o wyzwolenie z niewoli walczyć ze wszystkich sił,

aż do ofiary mego życia. ...

Tak mi dopomóż Bóg

Zdjęcie  - Kpr. pchor. Władysław Mickiewicz

Organizatorzy Placówki zdawali sobie doskonale sprawę, że skuteczność ich działania zależy od liczebności członków placówki i poparcia jej wysiłków, przez miejscową ludność. W pierwszej kolejności postawiono na dorosła (powyżej 18 lat) młodzież, którą po zaprzysiężeniu przyjmowano w szeregi AK. Przysięgę od każdego indywidualnie przyjmował komendant, zwykle ceremonia ta odbywała się wieczorem  na zbiórce drużyny. Placówka miała trzy drużyny i drużynowymi byli: Piotr Piotrowski, Ziembłowski i Jan Michniewicz. Trudno dziś po 60 latach odtworzyć strukturę organizacyjną Placówki i jej personalny skład, bo w konspiracji obowiązywała zasada „im mniej wiesz o Placówce i kolegach tym lepiej”. Dziś już prawie wszyscy członkowie placówki, jeśli nie zginęli w walce, to zostali zamordowani przez NKWD, lub odeszli w sposób naturalny na „wieczną służbę”. Z tego względu nie wiem gdzie były partyzanckie meliny, magazyny zaopatrzenia i rejony alarmowe. Wiem, że szkolenia odbywały się w domach u Stefanowicza, Nowaka, Pietrusiewicza, Michniewicza i innych. Początkowo wszyscy mieli broń produkcji ruskiej, a później również i niemieckiej. Do działalności konspiracyjnej wciągnięci byli również starsi mężczyźni, którym najczęściej zlecano przewozić wozami lub saniami „bagaże” dla potrzeb podziemia. Młode kobiety zostały przeszkolone jako łączniczki i sanitariuszki, znałem osobiście Bronisławę Horyń, Jadwigę Pietrusiewicz i Kordę Uchryn.                                              

Dzięki działalności Armii Krajowej, przez okres dwóch lat okupacji niemieckiej (VII 1942 – VII 1944) w Trokielach czuliśmy się bezpiecznie. Na początku okupacji, pojawili się na wsi rzekomi „handlarze”, którzy rozpoznali kto ma co do sprzedania a w nocy przyjeżdżali i zabierali siłą. Po rozpoznaniu w nocy przyjechali „handlarze” do Gabriela Michniewicz (wdowa) po towar, a tam czekali na nich członkowie AK. Rezultat spotkania to dwóch handlarzy zabitych, zdobyty karabin, a amunicję i dwa konie. Rano powiadomieni przez sołtysa Danielskiego Niemcy obejrzeli miejsce zdarzenia i na odjezdne powiedzieli księdzu Michałowi Szołkiewiczowi  „że dzielnych parafian”. Od tej pory w Trokielach „handlarzy” już nie było. Inne zdarzenie. Niemcy utworzyli w Trokielach szkołę białoruską, do której również ja chodziłem. Do tej szkoły sprowadzili nauczycieli białoruskich. Do jednej z nauczycielek przyjeżdżał „narzeczony”, który okazał się szpiegiem, został zastrzelony a nauczycielka zaginęła bez wieści.

                Niemcy tworząc swoją administrację, nie byli w stanie obsadzić wszystkie stanowiska „swoimi ludźmi” i zatrudniali masowo Polaków. Komendy Okręgu i Obwodu już odpowiednio zadbały, by tam pracowały odpowiednie osoby z konspiracji. Tak do policji niemieckiej dostał się mój wujek Stanisław Pietrusiewicz, który po wykonaniu zadania z policji zdezerterował i służył do końca wojny w oddziale AK dowodzonym przez „SZCZERBCA”. U nas w tym czasie powstała dwuwładza, w dzień niemiecka a w nocy zdecydowanie polska.  

Niemcy omijali lasy, gdzie przy drogach prowadzących do lasu ustawione były tablice „UWAGA PARTYZANCI”. Część tych tablic ustawiali sami partyzanci, by utrzymać okupanta w nieustannym niepokoju w stałym napięciu i strachu. Urząd gminny i posterunek policji przeniesiony został do Lidy. Stosunkowo silny posterunek niemieckiego wojska znajdował  się w Dworzyszczach (5 km od Trokiem), został podstępnie rozbity w dzień podczas Bożego Ciała w 1943 roku.

W nocy z 17 na 18 stycznia 1944 roku „Krysiacy” dokonali odbicia więźniów politycznych (akowców) osadzonych w więzieniu w Lidzie.

Zdjęcie  - Stanisław Pietrusiewicz (pierwszy z prawej strony),
pamiątka ze służby w 5 p lotniczym w Lidzie.

Uwolniony został wówczas  mój kuzyn  Jarosław Szlenger, aresztowany przez gestapo za przynależność do AK. Rozbita została w Trokielach mleczarnia, do której trzeba było odstawić mleko na potrzeby administracji niemieckiej. Większość mieszkańców Trokiem i okolic miała „podrobione” dowody osobiste, szczególnie daty urodzenia. Dorosłym dodawano lata, a młodszym ujmowano, by uchronić w ten sposób ludzi, przed  wywozem na przymusowe roboty do Niemiec. Mój ojciec miał dopisane 10 lat, a ja byłem młodszy o rok. Niemcy starali się mieć dokładne spisy inwentarza żywego w poszczególnych gospodarstwach. Wszyscy gospodarze do spisu podali oczywiście znacznie zaniżone stany swojego inwentarza. Początkowo Niemcy dokonywali sprawdzenia stanu faktycznego z ewidencją w gminie. O planie przeprowadzenia tego rodzaju kontroli, wcześniej wiedzieli pracownicy gminy (swoi ludzie z konspiracji), którzy powiadomili o tym gospodarzy. Na ten dzień, krowę, konia czy owce wyprowadzali do lasu, w gospodarstwie pozostał stan zgodnie z gminnym wykazem. Kilka razy również i ja byłem z krową w lesie od rana do wieczora.                

Nie wiem jak to Akowcy robili, ale byłem osobiście świadkiem następującego zdarzenia. Zgodnie z nakazem gminy ojciec przygotował w workach zboże do odstawienia kontyngentu do magazynów w Lidzie. Rano załadowaliśmy worki na wóz i pojechaliśmy do Lidy. Po minięciu Dworzyszcz, droga prowadziła obok lasu, zatrzymali nas jacyś mężczyźni, sprawdzili co mamy na wozie. Ojciec powiedział, że wieziemy część kontyngentu do Lidy. Powiedzieli, że zboże rekwirują i przenieśli do furmanki stojącej w lesie. Ojcu powiedzieli by się nie martwił, że nie będzie zalegał z kontyngentem. Wystawili nam oryginalny kwit dostawy zboża do magazynu, na dwa razy większą ilość niż faktycznie wieźliśmy. Na podstawie kwitów magazynowych, Niemcy w formie zapłaty wydawali sól, wódkę, zapałki, margarynę. Wystawiający kwit, nakazali nam jechać z nim do sklepu, by na jego podstawie pobrać należne towary. Zastrzegli sobie, że pół deputatu soli mamy im oddać w drodze powrotnej. W ten sposób byliśmy rozliczeni z kontyngentem za cały rok.            

W okresie zimy trwało intensywne szkolenie wojskowe poszczególnych drużyn Placówki. Szkolenie to odbywało się w domach, miedzy innymi i w naszym. W czasie tych szkoleń dochodziło do wypadków spowodowanych nieznajomością broni lub nie przestrzeganie zasad bezpieczeństwa. Na szczęście te wypadki  które znałem były niegroźne. W naszym domu nastąpił wystrzał z karabinu kb, pękło tylko w szkło lampie naftowej, a u stryjka Ignacego Nowaka, eksplodował zapalnik ręcznego granatu, lekko zranił rękę Władysława Mickiewicza i zrobił mały otwór w blacie stołu. Kilka razy widziałem duże grupy umundurowanych partyzantów (50-100), które przemaszerowały drogami, Trokiele – Dajnowa lub Trokiele Gieraniony. W tych intensywnych szkoleniach i zamierzeniach organizacyjnych, prawdopodobnie kierownictwu Placówki chodzi o maksymalną mobilizację sił do wszechstronnej walki z okupantem. Wydaje mi się, że Placówka miła dobrze zorganizowaną sieć łączności konspiracyjnej między drużynami, jak i na zewnątrz. O każdej łapance organizowanej przez Niemców, czy pojawieniem się we wsi obcych ludzi, Placówka zawsze wcześniej ostrzegała o niebezpieczeństwie mieszkańców.                                                                                     

Zdjęcie  -  Władysław Mickiewicz (pierwszy z lewej)  z kolegami z konspiracji

Wielkim wydarzeniem dziejach Placówki, było pożegnanie kilkunastu mieszkańców Trokiel i okolicznych wsi, odchodzących w rejon Wilna, zgodnie z planem „Ostra Brama”. O tym wydarzeniu szczegółowo w późniejszym czasie, opowiedział mi ojciec, który był tam obecny wśród osób żegnających. Uroczystość ta miała miejsce w małym lasku Stefanowicza w godzinach wieczornych 20 lub 24 czerwca 1944 roku. Żegnani (Mickiewicz Władysław, Piotrowski Piotr, Merk Józef, Jan Horyń, Chałaczkiewicz Zygmunt, Michniewicz Jan, Horyń Bronisława, Bugaj Kazimierz, Szlenger Jerzy, Ziembłowski, Siemaszko, Sipiatowski Jan, Łukaszewicz Stefan i inni) byli ubrani mundury wojskowe, które częściowo Placówka otrzymała z zewnątrz, reszta została uszyta z farbowanego płótna we własnym zakresie. Uroczystości rozpoczęła się od  mszy polowej, odprawionej przez proboszcza Trokiel, ks. Michała Szołkiewicza.  

Przemówienie okolicznościowe wygłosił przedstawiciel „KRYSIAKóW” i komendant Placówki. Łączniczki AK Bronisława Horyń i Jadwiga Pietrusiewicz w imieniu matek żegnanych żołnierzy, na ich piersiach zawiesiły medaliki poświęcone podczas mszy polowej. Cała uroczystość zakończyła się wspólnym odśpiewaniem ROTY

Zdjęcie  -  Jan Horyń, jako jeden z pierwszych wstąpił do Placówki AK

Mały pododdział trokielskich akowców odmaszerował. Ręka Księdza i wielu innych rąk, zastygły w błogosławionym geście krzyża. Zegnajcie i wracajcie cali i zdrowi po zdobyciu Wilna – stolicy północnych polskich kresów. Trokielscy żołnierze, weszli w skład II batalionu 77pp AK, którym dowodził por. Jan Borysewicz „KRYSIA” i brali udział w operacji „Ostra Brama”.  

do góry


SERWIS, NAPRAWA TABLETÓW, LAPTOPÓW, KOMPUTERÓW...
MIEJSCOWOŚCI W POWIATACH WOJ. KUJAWSKO-POMORSKIEGO, POMORSKIEGO.
GRUDZIĄDZ tel. 505-339-461
WWW.FOX-NET.EU


Copyright 2002-2019 r.    Fox-Net Information Technology

Tagi: biegły sadowy informatyka Bydgoszcz Elblag Gdańsk Toruń Włocławek bezpieczeństwo teleinformatyczne naprawa laptop tablet komputer AK Trokiele Nowak Mickiewicz

Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!